Sobota, 19 października 2019

imieniny: Piotra, Pawła, Ziemowita

RSS

Sebastian Paulus, trener ze Szczerbic szkoli w VfL Wolfsburg

04.11.2016 19:00 | 1 komentarz | kozz

28-latek ze Szczerbic od trzech lat działa w klubie z Bundesligi - VfL Wolfsburg. Sebastian Paulus od tego roku jest jednym z trenerów w szkółce w Wolfsburgu podczas piłkarskich campów. Z młodym szkoleniowcem, który pełni także funkcję skauta rozmawiał Maciej Kozina.

Sebastian Paulus, trener ze Szczerbic szkoli w VfL Wolfsburg
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

MK: Jak w Twoim życiu pojawiła się piłka nożna?

SP: Przygodę z piłką zacząłem w Dębie Gaszowice w wieku 11-12 lat. Wtedy dla mnie to była pierwsza styczność z treningiem. Od 2000 roku, gdy reaktywował się klub w Szczerbicach to właśnie tam trafiłem. Grałem tam jako trampkarz, junior i senior. Miałem epizody w LKS-ie Adamowice i Płomieniu Kobyla, ale zawsze wracałem do klubu ze Szczerbic.

- A więc nie wyszło jako piłkarz, to obrałeś inny kierunek, ale też piłkarski...

- Nigdy nie miałem okazji być piłkarzem zawodowym, ani też grającym w wyższych ligach. Dlatego postanowiłem, że pójdę w kierunku trenera lub skauta. Idę w tym kierunku od kilku lat.

- Kiedy wpadłeś na pomysł, że warto iść w kierunku pozostania trenerem bądź skautem?

- Jestem po wychowaniu fizycznym na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu. To był moment w którym podjąłem decyzję, że jako piłkarz nic nie zdziałam, więc pójdę w kierunku trenera. Mija już 10 lat jak zaczynałem studia.

- Jak wyglądały Twoje pierwsze trenerskie kroki?

- Zaczynałem w Szczerbicach od pracy z juniorami starszymi. Poźniej miałem epizod ze szkółką Football Academy. Próbowałem wówczas szukać dziewczynek do drużyny mistrza Polski RTP Unia Racibórz w ramach projektu Football Academy Girls. Pomysł niewypalił mimo, naszych chęci i pracy, bo nie było chętnych dziewczynek do trenowania.

- Jak tam trafiłeś?

- Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć szkółkę piłkarską. Jednak z Football Academy nie wyszło, bo trafiłem na kilka przeszkód. Głównie spowodowanych z pozyskaniem boisk czy hal do trenowania, gdyż była to prywatna instytucja. Przez dwa lata budowałem struktury Football Academy w Rybniku i Raciborzu, ale nie wyszło.

- Co było dalej?

- Później można powiedzieć, że spadła mi z nieba oferta ze szkółki "Football Dreams". Tam treningi prowadził mój przyjaciel Janusz Dajwłowski. Jest to założyciel ogólnopolskiego projektu Polsat Soccer Skills (później Polish Soccer Skills). Janusz tworzył akademię Football Dreams, która solidnie współpracowała z profesorem Janem Chmurą. Jako jedyna dziecięca akademia piłkarska miała swojego fizjologa. To był krok, który sprawił, że zbliżyłem się do VfL Wolfsburg.

- No więc właśnie, jak to się stało, że znalazłeś się w Wolfsburgu?

- Dzięki Januszowi pojechałem do Wolfsburga na staż trenerski. Założenie było, żeby zwiedzić miasto i ośrodek piłkarski. Pierwszy raz zobaczyłem wówczas jak wygląda trening piłkarski. Bundesligę oglądałem od małego, sam kibicuję Bayernowi Monachium, ale nigdy nie przypuszałem nawet jak może wyglądać profesjonalny trening. Zawsze Bundesligę znałem tylko od strony telewizora. Miałem możliwość poznania ligi od kuchni, czyli zobaczenia całego procesu treningowego Fußballschule VfL Wolfsburg. Fußballschule to odpowiednik polskich piłkarskich przedszkoli. VfL Wolfsburg organizuje campy piłkarskie w okresie, gdy dzieci w Niemeczech mają wakacje. Byłem początkowo blisko treningów, ale mogłem tylko je oglądać i rozmawiać z trenerami. Mogłem o wszystko pytać, bo są bardzo otwarci na wszelkie pytania. Jest inaczej niż w Polsce, gdzie trenerzy nie są chętni do podzielenia się wiedzą i doświadczeniami. Dokładnie dat nie pamiętam, ale pojechałem do Wolfsburga ponownie. Miałem okazję zobaczyć mecz Bundesligi, a przy okazji doszło do niespodziewanego spotkania z szefem szkółki Royem Prägerem. Wiedział, czym zajmuje się w Polsce i zapytał czy mogę pomóc mu w campie, bo jeden z miejscowych trenerów nie mógł uczestniczyć, a potrzebowali asystenta.

- Jak na to zareagowałeś?

- Dla mnie to był szok, że takiego "żółtodzioba" zapraszają do współpracy. W Polsce jest to nie do pomyślenia, że kogoś "z boku" zapraszają do współpracy. Myślałem, że to jednorazowe zaproszenie, żeby zobaczyć z bliska i na tym się skończy. Było inaczej. Tego samego dnia podpisałem umowę z VfL Wolfsburg jako asystent.

- Jak wyglądają campy w VfL?

- Są cztery grupy dzieci w wieku od 5 do 10 lat. Każda grupa ma dwóch trenerów i asystenta.

- Gdzie byłeś asystentem?

- Myślałem początkowo, że trafię do grupy z Polakami, częściowo jako tłumacz. Ponownie ku mojemu zaskoczeniu było inaczej. Zostałem rzucony na głęboką wodę do grupy z najmłodszymi niemieckimi dziećmi. Język niemiecki znam w miarę dobrze i dogaduję się. Musiałem sobie dać radę. Łatwiej było, gdyż pracują tam ludzie bardzo pomocni. Docenili mnie i zauważyli, że mogę się tam przydać. Udałem się tam jeszcze kilka razy jako asystent, a od tego roku oficjalnie zostałem trenerem w tej akademii.

- Czyli to teraz Ty jesteś trenerem i masz asytentów obok siebie?

- Zgadza się. Wspólnie z drugim trenerem z Niemiec i asystentem prowadzę zajęcia. Mam okazję teraz bardziej podzielić się swoim doświadczeniem. Teraz już nie pracuję tylko na ich konspektach, a mam możliwość zmieniania ich i prowadzenia treningów według własnego uznania.

- Treningi dotyczą tylko campów, czy też częściej jesteś w szkółce?

- Póki co są to campy. Kilka razy rocznie. Dzieci w Niemczech mają krótsze wakacje, ale kilka razy w roku. Wówczas jadę do Wolfsburga na zajęcia.

- Jakie posiadasz kwalifikacje?

- Mam UEFA B robione w Katowicach. To jest wystarczające do szkolenia w VfL. Są też trenerzy z UEFA A jak i UEFA C.

- Trochę szczęścia jednak było, żeby dostać się do VfL?

- Przy wszystkim trzeba mieć trochę szczęścia i znajomości, ale w tym przypadku było też sporo zainteresowania z mojej strony. Jak już byłem w Wolfsburgu, to dopytałem trenerów co, gdzie i jak. Dzięki temu dostrzegli osobę, która się tym interesuje.

- Czym w Polsce jeszcze się zajmujesz?

- Działam w Akademii Futbolu Sport Future. Zajmuję się procesem skautingowym. Jest to projekt, który ma promować chłopców z Polski w topowych klubach, ale też za granicą.

- Udaje się wypromować piłkarzy z Polski?

- Na tą chwilę, nie będę ukrywał, żaden z chłopaków, których tam zaprosiliśmy, a w Polsce są wyróżniającymi się zawodnikami, tam się nie przebił. Nasi zawodnicy byli tacy sami jak Niemcy, a jednak my musimy podsyłać kogoś lepszego niż mają na miejscu. To jest dla nas też dodatkowy motor do pracy. Musimy mocno się starać, żeby znaleźć piłkarzy grających w naszej kadrze, a lepszych od tych co są w Niemczech.

- Na co szczególnie zwracają uwagę w szkoleniu po niemieckiej stronie?

- Przede wszystkim Niemcy zwracają uwagę na szybkość, my robimy test szybkości, żeby to sprawdzić. Zwracają uwagę na to, jak szybko po przyjęciu piłki zawodnik jest w stanie ją dokładnie i silnie podać dalej. Drugi z testów jaki jest istotny, to FMS, czyli test oceny funkcjonalnej zawodnika. Przebadaliśmy w ostatnim czasie dwustu chłopaków i żaden z nich, choć pochodzili z Lechii Gdańsk czy Górnika Zabrze, nie zdobył wymaganych 21 punktów. Najwięcej zdobywali po 19, a w Niemczech 20-21 to jest norma.

- W jakim wieku są chłopcy z którymi pracujecie w Akademii Sport Future?

- Są to piłkarze jeszcze młodzi od 14 do 18 lat, aczkolwiek, szesnastolatek to już w dzisiejszych czasach nie jest młody. O ile przy 14-latku można pewne wady wyprostować, to im starszy jest zawodnik, tym mniejsze szanse, że się to uda. W Bundeslidze najtrudniejszy trening piłkarski jest od 15 do 19 roku życia, a w piłce seniorskiej nie trenuje się już tak ciężko.

- W Wolfsburgu jest Polak - Oskar Zawada. Przechodził on przez waszą szkółkę?

- Przez naszą nie. Zawodnik przechodził przez wszystkie szczeble VfL Wolfsburg U-15 do U-23. Ma on podpisany zawodowy kontrakt w pierwszą drużyną VfL. Trudno jest mu się przebić do pierwszej drużyny w Wolfsburgu jak i w reprezentacji Polski, bo jest zbyt duża konkurencja. To zawodnik, który poznał jak ciężki jest trening piłkarski w Niemczech. Przez chwilę był wypożyczony do holenderskiego FC Twente, ale wrócił do treningu w Wolfsburgu, gdzie jest trudniejszy, motoryczny sposób pracy. W Niemczech po treningach chłopcy wymiotują. W Polsce na 110 procent wykonuje się mecz, a w Niemczech trening. Nieodczuwają takiego zmęczenia po meczach jak po treningu.

- Jakie masz marzenie?

- Chciałbym zostać skautem VfL Wolfsburg. Jest to trudne, ale wiem, że nie mają oficjalnego skauta na Polskę. Naszym krajem obecnie się nie interesują, ale staramy się, żeby zwrócili uwagę trochę na polski rynek. Bardziej uderzają w rynek Meksyku i Chin, bo jest spory potencjał, duża bieda i chcą chłopców wyciągnąć z biedy i zaprogramować do treningów. Jeśli chodzi o skauting w Polsce, to jest to póki co plan B, a nawet C.

- Jak jesteście odbierani tam jako Polacy?

- Bardzo nas lubią. Głównie ze względu na Krzysztofa Nowaka, który grał dla Wolfsburga i później zmarł po długiej chorobie. Cenią go do tej pory, jest ich dwunastym zawodnikiem. Teraz w VfL jest Kuba Błaszczykowski, więc ta sympatia do Polaków jest nadal spora.

- Widziałeś się z Błaszczykowskim?

- Nie miałem na razie okazji, bo jak my wyjeżdżaliśmy, to wracał ze zgrupowania kadry po meczu z Armenią. Myślę, że będzie jeszcze okazja.

- Całe Twoje życie to piłka nożna.

- Zgadza się. Poza wymienionymi funkcjami jakie pełnię, to jestem trenerem trampkarzy młodszych i młodzików w KS Szczerbice oraz trenerem kadry Śląska U-11.

- Masz jeszcze jakieś dodatkowe pasje?

- W zasadzie to gry komputerowe też mnie częściowo pochłaniały. Teraz już mniej niż kiedyś, ale można to uznać jako moje hobby.