Poniedziałek, 25 maja 2020

imieniny: Grzegorza, Magdy, Marii Magdaleny

RSS

Czas na sztafetę do Niemiec

27.05.2011 20:16 | 2 komentarze | kozz

Raciborzanie mają za sobą maraton w Jerozolimie. Teraz chcą zorganizować sztafetę do Roth. Potrzebują jednak pomocy miasta.

Czas na sztafetę do Niemiec
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Trójka biegaczy z powiatu raciborskiego Adrian Riedel, Janusz Duda i Janusz Mrozek w marcu wzięła udział w I Międzynarodowym Maratonie w Jerozolimie. Teraz wraz ze swoim kolegą z Branic – Benedyktem Pospiszylem chcą zorganizować sztafetę do niemieckiego miasta Roth. – W związku z tym, że Racibórz ma umowę partnerską z miastem Roth, a biegaczy z tego miasta spotkaliśmy w kościele na Górze Oliwnej w Jerozolimie, pomyślałem, że skoro ta ekipa sprawdziła się w tak ciężkim biegu, to czemu nie zrobić biegu sztafetowego z Raciborza do Roth? Potrzebujemy do tego pomocy. Być może miasta, które by w jakimś stopniu dofinansowało bieg. Myślę, że jest to większa promocja niż sprzedawanie miasta na plakatach – uważa Benedykt Pospiszyl. Dodaje, że na razie są to tylko plany. Kolejna idea do zrealizowana. Do Roth jest około 700 kilometrów. Biegacze mogliby zmieniać się co 10 km. Taki dystans nie jest dla nich straszny, skoro mają już za sobą start w maratonie, a Benedykt Pospiszyl to prawdziwy weteran. Wspomniana powyżej trójka: Riedel, Duda i Mrozek wraz z Pospiszylem, którego nazywają swoim „wujkiem”, bardzo miło wspominają pobyt w Jerozolimie. – Co ciekawe wszystkie maratony zazwyczaj odbywają się w niedzielę, a w Jerozolimie miał on miejsce w piątek i to o szóstej rano. Tak żeby zdążyć przed szabasem – wspomina najstarszy z maratończyków pan Benedykt. W biegu na 42 kilometry i 195 metrów wystartowało około tysiąca osób, z czego do mety dobiegło 852 sportowców. Przy głównym biegu były również biegi towarzyszące, a w nich wystartowało blisko 10 tysięcy osób. Benedykt Pospiszyl przebiegł maratoński dystans w Jerozolimie w 3 godziny i 31 minut. – Maratonów przebiegłem już sporo, a najprzyjemniej wspominam bieg z Genewy do Bazylei. Jest to najtrudniejszy górski bieg sześcioetapowy o długości 326 km – mówi Pospiszyl. Opowiada również, że o maratonie w Izraelu dowiedział się podczas takich samych zawodów w Atenach. – Spotkałem się tam z biegaczami z Izraela, którzy poinformowali mnie o pierwszym maratonie u nich. Szybko podchwyciłem temat. Fajnie wystartować w mieście, które jest tak ważne dla tak wielu kultur – twierdzi doświadczony biegacz. Zaczął również szukać kolegów chętnych do wzięcia w nim udziału. Ostatecznie w stolicy Izraela wystartował także Adrian Riedel, który ukończył maraton z czasem 4 godzin i 20 minut. – Bieganiem zaraził mnie mój „wujek” Benedykt – mówi. – W 2001 roku zabrał mnie na pierwsze mistrzostwa Polski w biegach długodystansowych. Nie biegłem nigdy maratonu i dlatego chciałem w końcu spróbować – przyznaje Riedel. W jerozolimskim biegu trudności sprawiały mu bardzo długie podbiegi, które mocno dawały się we znaki. – Biegnąc ulicami Jerozolimy trzeba było się liczyć z górzystym terenem. Najgorszy był podbieg obok parlamentu. W pewnym momencie myślałem, że to już jest koniec. Ale wiedziałem, że jak się zatrzymam, to już nie wrócę na trasę – opowiada maratończyk z Raciborza. Drugim z biegaczy z powiatu raciborskiego był Janusz Duda. W Jerozolimie bieg ukończył z czasem 4,41. – Biegam najkrócej z całej naszej ekipy. W grudniu otrzymałem telefon od Adriana, że jest szansa wybrać się do Jerozolimy, to pomyślałem – dlaczego by nie spróbować swoich sił? Uważam, że sam start w maratonie i jego ukończenie to mój osobisty, duży sukces. Nie jestem zagorzałym sportowcem. Nie biegałem nigdy zawodowo. Generalnie lubię uprawiać wszelkiego rodzaju sporty. Samo przygotowanie się do maratonu sprawiło, że człowiek lepiej funkcjonował – zauważa Janusz Duda. Czwartym biegaczem, a trzecim z ziemi raciborskiej, był Janusz Mrozek. Jego czas ze stolicy Izraela to 4 godziny i 11 minut. O wyjeździe mówi, że była to jedna wielka przygoda, bo nie było to tylko bieganie, ale również możliwość zwiedzania i zobaczenia wszystkich miejsc, o których słyszał w przeszłości. – Biegam od dzieciństwa jednak zawsze traktowałem to jako rekreację. Jest to bardzo dobry sposób na odstresowanie się – opowiada Janusz Mrozek, najmłodszy z biegającej wspólnie ekipy. – Pierwszym moim biegiem na dystans 10 km był "Bieg bez granic" w Raciborzu w roku 2008. Dwa razy ukończyłem również bieg w Kietrzu, ale na metę przybiegałem taki wykończony, że myślałem, że więcej nie dam rady, i że jest to maksimum tego, co mogłem osiągnąć. W pewnym momencie pojawiła się propozycja biegu w Jerozolimie od Benka. Zawsze o tym marzyłem, bo mam znajomych, którzy biegają maratony. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się dobiec do mety. Założyłem sobie, by zmieścić się w 5 godzinach. Udało się ukończyć rywalizację w 4 godziny i niecałe 11 minut. Zmotywowało mnie, by startować dalej. Od tego czasu wziąłem udział w dwóch kolejnych maratonach w Krakowie i Pradze – dodaje na zakończenie Mrozek.

Maciej Kozina