Czwartek, 2 grudnia 2021

imieniny: Balbiny, Pauliny, Rafała

RSS

Biernat: Wszystko jest tak, jak sobie to wymarzyłem

08.08.2021 12:59 | 0 komentarzy | apa

Przeszedł drogę z Radlina do Consar Ravenna we Włoszech. Mateusz Biernat, bo o nim mowa, w szczerej rozmowie o tym, jak zaczynała się jego kariera siatkarza, o czym marzył i jak odnajduje się w roli ojca.

Biernat: Wszystko jest tak, jak sobie to wymarzyłem
Fot. Archiwum własne
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Mierzący 195 centymetrów, Mateusz Biernat, występuje na pozycji rozgrywającego. Wychowanek Górnika Radlin urodził się 19 maja 1992 roku. Przed wyjazdem do Czech reprezentował barwy MOS-u Wola, AZS-u Politechniki Warszawskiej i Stali Nysa. U naszych południowych sąsiadów grał dla VK Ostrawa oraz VK Dukla Liberec, z którą wywalczył wicemistrzostwo kraju i występował w Pucharze CEV. Rok temu wrócił do Polski i podpisał kontrakt z Gwardią Wrocław. Zbliżające się rozgrywki spędzi w drużynie z włoskiej Serie A - Consar Ravenna.

Wróćmy się do dzieciństwa. Dlaczego siatkówka? 

W mojej szkole podstawowej była tak mała sala gimnastyczna, że dało się grać tylko w siatkówkę. Złapałem bakcyla. Później poszedłem do sportowego gimnazjum. Zaczęło się spełnianie marzeń- najpierw Kadra Śląska, potem Polska i wyjazd do Warszawy. 

Czy w tych najmłodszych latach miałeś nauczyciela, który dostrzegł twój talent i motywował cię do angażowania się właśnie w grę w siatkówkę?

Tak. Piotr Brachmański, nauczyciel w-fu z mojej szkoły podstawowej w Radlinie, do tej pory tam pracuje. Zauważył we mnie, ale też w kilku kolegach, predyspozycje do tego sportu. On nas zachęcał do pójścia do szkoły sportowej i faktycznie ja razem z dwoma innymi chłopakami tak zrobiliśmy. Podziękowania przede wszystkim powinienem skierować w jego stronę. 

Jak wyglądała twoja droga ze szkoły podstawowej do gry w poważnych klubach? 

Już do gimnazjum poszedłem sportowego, tam zacząłem trenować. Treningi trwały od 2 do 4 godzin i odbywały się przed lekcjami lub po nich. W moim przypadku były to treningi dwa razy dziennie, ponieważ najpierw trenowałem ze swoją klasą, a później jeszcze ze starszymi chłopakami. Następnie wyjechałem do liceum do Warszawy i tam klub mieścił się w tym samym budynku, co szkoła. 

Liceum nr 3 w Warszawie miało ci umożliwić lepszy start? 

Sama szkoła nie jest połączona z klubem sportowym, oprócz tego, że mieszczą się w tym samym budynku. Dlaczego Warszawa? Kiedy nie dostałem się do Centralnego Ośrodku Sportu w Spale, trener i działacz Darek Luks pomógł mi dostać się właśnie do szkoły i klubu w Warszawie. Byłem na dwóch treningach testowych i przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Perspektywy edukacyjne też oczywiście tam miałem lepsze. Zresztą, tam też na lekcji polskiego poznałem moją obecną narzeczoną Agatę. Bardzo dobrze wspominam ten czas, wiele się nauczyłem nie tylko jako siatkarz, ale też jako człowiek. Wyjeżdżając jako 15-latek z Radlina do Warszawy człowiek zderza się z zupełnie innym światem. 

To również zasługa twoich rodziców, którzy nie bali się wysłać syna do szkoły w Warszawie. 

Tak, zamieszkałem w bursie salezjańskiej. Teraz gdy o tym rozmawiamy, wracają do mnie te wszystkie wspomnienia. Jestem wdzięczny moim rodzicom za to, że udźwignęli tę sytuację i że mnie tam wysłali. Sam jestem już ojcem, mam syna i nie wiem, czy miałbym tyle odwagi, co moi rodzice. Ale oczywiście patrząc na to z perspektywy dorosłego już człowieka, siatkarza, który trochę poznał życie, wiem że tak trzeba robić. Jeżeli ktoś ma pasję to trzeba pozwolić mu się realizować. 

Nauka i siatkówka. Da się to pogodzić? 

Nie wiem. O to akurat trzeba zapytać kogoś innego. Ja starałem się skończyć szkołę, cały czas byłem skupiony na siatkówce. Teraz z perspektywy czasu już inaczej patrzę na życie, ale i tak, dla mnie szkoła zawsze była na drugim torze. Czasami żałuję, ponieważ miałem perspektywy, aby ukończyć dobre studia. Kiedy zaczyna się życie profesjonalnego siatkarza, w 1. czy PlusLidze, nie ma czasu na to, aby jeździć do innego miasta na wykłady, uczyć się i zdawać egzaminy. Przychodzi sobota i jest mecz, do domu nieraz wraca się dopiero w niedzielę rano. Z perspektywy nauki żałuje, ale z perspektywy sportu w ogóle nie żałuję. 

Spodziewałeś się tego, że będziesz grał w jednej z najlepszych lig świata? 

To jest spełnienie moich dziecięcych marzeń. W ostatnich latach już nawet o tym nie myślałem, nie zastanawiałem się nad tym. To przyniósł mi los i chcę z tego wyciągnąć jak najwięcej. Kontakt z Rawenną nawiązał się poprzez moich managerów Martina Lebla i Kubę Nowotnego. Od 4 lat, odkąd odszedłem do Czech, oni zajmują się moimi sprawami techniczno-finansowymi i w tym roku mocno zapracowali na ten sukces. Już następnego dnia po pierwszym kontakcie z Ravenną zadzwonił do mnie trener Zanini, rozmawialiśmy godzinę i już wtedy wiedzieliśmy, że nasze ścieżki się połączą i będziemy razem pracować w Italii w kolejnym sezonie.

Jak oceniasz grę naszej reprezentacji na olimpiadzie w Tokio? 

Nie jestem ekspertem, w telewizji wszyscy już skomentowali i ocenili. Siatkówka jest na tyle nieprzewidywalna i na świecie są tak silne drużyny, że każda z reprezentacji, mam na myśli Polskę, Francję, Brazylię, USA czy Rosję, ma potencjał na zdobycie złotego medalu. Polacy niestety już nie mają tej szansy, ale dla mnie to są tak samo znakomici siatkarze jak przed tym przegranym meczem z Francją. W każdym z tych meczów decydowała tak naprawdę dyspozycja dnia i jak zespół prezentował się w tym konkretnym dniu. Jeśliby się spojrzało na każdy kolejny mecz tych igrzysk olimpijskich, np. Amerykanów z Francuzami to nikt by nie pomyślał, że USA nie wyjdzie z grupy. Polakom z kolei przytrafiły się może dwa słabsze mecze, przy czym nie uważam, żeby te mecze były słabe, ale byliśmy słabsi od przeciwników.  Ja cały czas uważam, że reprezentacja Polski ma potencjał na to, aby wszystkie turnieje wygrywać, chociaż nie wszystkie się da wygrać. 

Myślałeś kiedyś o grze w reprezentacji? 

Każdy myśli, ale to nie od niego zależy. To inni decydują, kto zagra w reprezentacji. Nie było mi to dane w seniorskiej siatkówce. Może jeszcze się uda? A może nie? Nie wiadomo. Z czasem u mnie siatkówka z pasji zmieniła się w pracę, bardziej skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Mam przed sobą fajną przygodę we Włoszech i chcę tę szansę dobrze wykorzystać. Na razie nie chciałbym zbyt daleko wybiegać w przyszłość.