Wtorek, 24 listopada 2020

imieniny: Emmy, Flory, Jana

RSS

Łukasz Moneta: Ciężko pracuję, żeby wrócić do ekstraklasy

15.08.2015 09:53 | 0 komentarzy | kozz

Rozmowa z Łukaszem Monetą - raciborskim piłkarzem, który ma za sobą pół sezonu w pierwszoligowych Wigrach Suwałki. Mówi m.in. o różnicach pomiędzy grą w ekstraklasie i pierwszej lidze, długich podróżach w rodzinne strony oraz zainteresowaniu jego osobą klubów z ekstraklasy.

Łukasz Moneta: Ciężko pracuję, żeby wrócić do ekstraklasy
Łukasz Moneta (z prawej) podczas ligowego meczu w Suwałkach (fot. Robert Rutkowski)
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Za tobą pół roku w Wigrach Suwałki. Potrzebowałeś czasu, żeby „zaaklimatyzować się” w drużynie z północy Polski?

– Dla mnie to pół roku było bardzo pożyteczne. Jak każdy wie, najważniejsze jest to, żeby regularnie grać, a mnie się to udało w Wigrach, z czego jestem bardzo zadowolony. Z aklimatyzacją w drużynie nie miałem dużego problemu, było dużo młodych zawodników, z którymi od razu złapałem dobry kontakt. Przede wszystkim spotkałem tam Michała Kopczyńskiego, z którym grałem w Legii, więc on od razu wprowadził mnie do drużyny i klubu.

– Jakie są podstawowe różnice pomiędzy ekstraklasową drużyną Legii Warszawa, a zespołem występującym na zapleczu ekstraklasy Wigrami Suwałki?

– Wiadomo, że w klubach z ekstraklasy, takich jak Legia Warszawa, Lech Poznań czy Lechia Gdańsk jest zdecydowanie inaczej niż w klubach z pierwszej ligi, chociażby stadiony. Na pewno organizacja jest inna, nie wszystkie drużyny mogą sobie pozwolić na stałą opiekę lekarską. W Legii lekarz jest codziennie w klubie. Odnowa biologiczna jest bardzo ważna po meczach i ciężkich treningach, ale, tak jak wspomniałem, nie wszystkie drużyny mogą sobie na to pozwolić.

– Co najbardziej przypadło ci do gustu w Suwałkach?

– Suwałki to bardzo ładne miasto, spokojne. Przez pół roku mieszkałem w samym centrum miasta, a mimo to było cicho i mogłem spokojnie odpoczywać po treningach i meczach. Najbardziej do gustu przypadły mi miejsca, w których mogłem wypoczywać z kolegami z drużyny, gdy mieliśmy wolny dzień od treningu, a pogoda dopisywała. Jeździliśmy sobie wtedy nad jezioro, gdzie spędzaliśmy cały dzień w towarzystwie piękna natury.

– Mieszkasz jeszcze dalej od domu niż przedtem. Na Śląsku pojawiasz się pewnie jeszcze rzadziej?

– Nie ukrywam, że podróż do domu jest bardzo męcząca. Ponad 10 godzin jazdy różnymi środkami transportu z przesiadkami może czasami denerwować. No, ale żeby spotkać się z rodziną i dziewczyną trzeba trochę pocierpieć (śmiech). Udawało mi się to dosyć często, bo po wygrywanych meczach dostawaliśmy 2,5 dnia wolnego, średnio co 2 – 3 tygodnie bywałem w domu.

– W rundzie wiosennej Wigry spisywały się dużo lepiej niż w rundzie jesiennej gdy jeszcze cię nie było. Sądzisz, że pozyskanie Twojej osoby do drużyny z Suwałk się do tego znacznie przyczyniło?

– Może jedną z przyczyn dobrej gry była moja obecność w drużynie (śmiech). A tak na poważnie, to wydaje mi się, że dużą rolę odegrało tu poznanie pierwszej ligi. Wigry po awansie w rundzie jesiennej nie radziły sobie za dobrze, bo większość chłopaków pierwszy raz zagrała na takim poziomie. Potrzebne jest jakieś małe doświadczenie, którego drużyna nie miała po historycznym awansie do pierwszej ligi. W okresie przygotowawczym zostały wyciągnięte wnioski, które przyniosły skutek w rundzie wiosennej, a ja mogę się tylko cieszyć, że pomogłem drużynie w osiągnięciu dobrego wyniku.

– Czy po wiośnie spędzonej w Suwałkach pojawiły się propozycje wypożyczenia z Legii do innych klubów, bądź też powrotu do stołecznej drużyny?

– Ludzie z Legii cały ten czas spędzony na wypożyczeniu obserwowali moje poczynania i doszli do wniosku, że to jeszcze nie moment na powrót do stolicy. Sam wiedziałem, że jeszcze nie jestem gotowy na walkę o skład w Legii. Pojawiło się kilka klubów z pierwszej ligi, które chciały mnie wypożyczyć. Były też opcje z ekstraklasy, ale to nie jest takie łatwe. Kluby z ekstraklasy wolą ogrywać swoich zawodników i poźniej na nich zarobić, niż wypożyczać z innych klubów ekstraklasy i ich promować. Ja mam jeszcze dwa lata kontraktu z Legią, więc było jasne, że to wszystko nie będzie takie proste. Dlatego z różnych przyczyn znowu zostałem wypożyczony do Wigrów na rundę jesienną i jestem z tego zadowolony, bo znam tu całą drużynę i dobrze się tu czuję. Wiadomo, że chciałbym gdzieś zagrać bliżej domu, ale takie jest życie piłkarza, najważniejsze to, żeby cały czas się rozwijać i grać.

– Jakie kluby były zainteresowane?

– To jakie kluby były mną zainteresowane niech pozostanie tajemnicą (śmiech). Powiem tylko, że kluby z ekstraklasy to były drużyny ze środka tabeli poprzedniego sezonu.

– Kiedy wrócisz do ekstraklasy?

– Hmm, nie wiem kiedy wrócę do ekstraklasy, wiadomo, że każdy zawodnik dąży do tego żeby grać w ekstraklasie. Tak samo jest ze mną, ciężko pracuję, żeby tam wrócić, ale kiedy się to stanie, to czas pokaże.

– Czy też rozważasz drogę coraz częściej wybieraną przez piłkarzy z zaplecza ekstraklasy, czyli wyjazd za granicę do mniej znanych klubów?

– Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się jeszcze nad wyjazdem za granicę. Gdy się pojawi jakaś ciekawa i rozsądna opcja, to wtedy pomyślimy. Chciałbym jednak najpierw pograć na polskich boiskach.

– Jak wyglądały przygotowania do nowego sezonu?

– Przerwa letnia, to taki czas, który trudno nazwać okresem przygotowawczym. Po sezonie mamy może 10 – 15 dni dla siebie i wracamy do treningów. Czyli tak naprawdę cały czas jesteśmy w ruchu, wiadomo, że przed startem nowego sezonu są mocniejsze zajęcia i trzeba popracować. Dlatego dużo klubów wyjeżdża na krótkie obozy, w czasie których rozgrywają parę sparingów, by zobaczyć nowych, testowanych zawodników jak i spędzić trochę czasu razem. Wspólne posiłki i spędzanie czasu razem łączą drużynę, tworzą team spirit.

– Jaki cel został postawiony przed tobą i drużyną na ten sezon?

– Żadnego celu nam nie postawiono. W każdym meczu chcemy grać jak najlepiej i zdobywać punkty, by znaleźć się jak najwyżej w tabeli. Ja mam taki cel, by zdobyć jeszcze więcej doświadczenia na boisku, strzelić więcej bramek i pomóc drużynie tak, jak w poprzedniej rundzie.

– Dalej śledzisz ekstraklasę. Kto jest według ciebie głównym faworytem do mistrzostwa?

– Tak, cały czas oglądam ekstraklasę, chyba każdy kto interesuje się piłką w jakimś stopniu śledzi naszą polską ligę. Jak to w każdym sezonie, od pewnego czasu, faworytów jest dwóch: Legia i Lech. To te dwie drużyny wyprzedziły wszystkie inne polskie drużyny pod każdym względem. Próbuje się zbliżyć Lechia, ale to jeszcze nie to.

– A w pierwszej lidze? Gdzie widzisz Wigry i kto będzie bił się o awans?

– W pierwszej na ten sezon nie ma takiego faworyta, trudno mi wskazać drużynę, która powalczy o awans. Jeśli chodzi o mnie, to myślę, że może powalczyć Arka Gdynia, Wisła Płock i GKS Katowice, czarnym koniem może się okazać Miedź Legnica, która się wzmocniła chociażby Łukaszem Gargułą. My jako Wigry chcemy się znajdować spokojnie w okolicach środka tabeli.

– Czy interesujesz się nadal raciborską Unią, czy śledzisz to co się dzieje w klubie, co sądzisz o ostatnich perturbacjach? Czy klub się odrodzi?

– Cały czas jestem na bieżąco z tym co się dzieje w Raciborzu w piłce. Moi bliscy koledzy grają w różnych klubach, więc śledzę co się dzieje od IV ligi do B klasy. Jeśli chodzi o Unię, to sam nie wiem co mam o tym myśleć, dużo się w ostatnim czasie tam dzieje, czy dobrze czy źle, to czas pokaże. Ja jednak myślę, że w Raciborzu kiedyś jeszcze będzie piłka na wysokim poziomie.

Maciej Kozina