Poniedziałek, 16 września 2019

imieniny: Edyty, Kornela, Kamili

RSS

Wolny: Wicemistrzostwo Polski Unii Racibórz to nasz wspólny sukces [WYWIAD]

04.03.2017 18:30 | 0 komentarzy | kozz

Rozmawialiśmy z prezesem Miejskiego Klubu Zapaśniczego Unia Racibórz, Ryszardem Wolnym. 

Wolny: Wicemistrzostwo Polski Unii Racibórz to nasz wspólny sukces [WYWIAD]
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Gdyby prezes miał wymienić plusy Krajowej Ligi Zapaśniczej. Ile ta dyscyplina może zawdzięczać tym rozgrywkom?

- Zaistnieliśmy od niepamiętnych lat w telewizji jako Racibórz, a przede wszystkim jako zapasy. Co tydzień byliśmy na żywo w TVP Sport, a co najważniejsze, gdy była transmisja w telewizji, to wydarzenie było ogromnym widowiskiem. Plusem jest też to, że liga jest czytelna, dwie drużyny stają naprzeciw siebie i walczą o punkty.

- Cieszyć mogła również frekwencja w hali.

- Otóż to, z meczu na mecz było ich coraz więcej, więc należą się im podziękowania. Tak dużą frekwencję pamiętam za czasów, kiedy to ja jeszcze walczyłem. Wówczas trybuny były z jednej strony, a teraz wypełniały się z obu stron i do tego jeszcze miejsca przy macie. To był nasz dziesiąty zawodnik. Jak na boisku piłkarskim zawodnicy mają dwunastego zawodnika, tak u nas był to dziesiąty.

- Kibice świetnie spisali się szczególnie w ostatnim hitowym meczu z Piotrkowem Trybunalskim. Było mnóstwo kibiców z Raciborza, ale także fani drużyny przyjezdnej.

- To był ważny mecz, bo w przypadku przegranej zajęlibyśmy trzecie miejsce na koniec sezonu. Kibice wspierali nas dopingiem, dzięki czemu jako jedyni pokonaliśmy w tym sezonie Piotrków i ostatecznie zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski.

- Trzeba wspomnieć, że wielu zawodników walczyło w barwach Unii Racibórz, ale na co dzień reprezentują inne kluby.

- Tak, na potrzebę zawodów KLZ wypożyczyliśmy zawodników z zaprzyjaźnionych klubów. Racibórz reprezentowali zapaśnicy trenujący w Dębie Brzeźnica, Slavii Ruda Śląska, Olimpijczyka Radom i Olimpijczyka Kędzierzyn-Koźle.

- Który z zapaśników Unii był najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem?

- Sebastian Jezierzański walczący w stylu wolnym był pewnym punktem drużyny. Przegrał tylko jedną walkę, którą powinien wygrać. Jednak sędzia Tomaszewski nie spisał się wówczas najlepiej, co potwierdza, że jego notowania nie są zbyt wysokie. Dwa razy nam sędziował i dwa razy popsuł mecz. Generalnie każdy z zapaśników dołożył do sukcesu cegiełkę i mam na myśli tu zarówno klasyków, wolniaków jak i kobiety.

- Krajową Ligę Zapaśniczą od innych lig zapaśniczych wyróżnia to, że walczą tu także kobiety.

- Bywały mecze, że to one dawały nam punkty. Pod koniec wyglądało to już nieco gorzej, jednak wydaje mi się, że przegrywały one w psychice niż w kwestiach technicznych czy fizycznych.

- Przed ligą wspomniał prezes o tym, że Unię stać na trzecie, czwarte miejsce. Udało się zdobyć drugie, więc sukces.

- Tak też omawialiśmy w zarządzie przy starcie ligi, że te miejsca będą bardzo dobrymi. Tymczasem zdobyliśmy wicemistrzostwo, a blisko było także mistrzostwo. To nasz sukces.

- Ile kosztuje Unię start w Krajowej Lidze Zapaśniczej?

- To są duże koszty. Trzeba liczyć oprawę meczową, wypożyczenie zawodników i płace dla nich oraz wyjazdy na mecze. Jesteśmy na etapie liczenia i sumowania kosztów, ale na podstawie moich wyliczeń wynika, że kosztowało nas to około 150-160 tysięcy złotych. 200 tysięcy złotych to jest maksymalny koszt, na jaki mogliśmy sobie pozwolić. W przyszłym sezonie będziemy jeszcze lepiej przygotowani, bo jesteśmy już mądrzejsi o pierwsze rozgrywki KLZ. Przygotowania do minionego sezonu były dosyć chaotyczne, bo ważniejsze dla nas były wybory prezesa PZZ. Zależało nam, żeby znów Grzesiek Pieronkiewicz został szefem zapasów. Dlatego też do KLZ szykowaliśmy się nieco na drugim planie. Po śmierci Grześka zacząłem szukać sponsorów, żeby dopiąć finanse na ligę. Jestem niezmiernie wdzięczny i kłaniam się nisko wszystkim sponsorom, którzy przyczynili się do sukcesu organizacyjnego i występu Unii Racibórz w KLZ. Dużo pomogło miasto, starostwo powiatowe, ale także większe firmy jak Eko-Okna czy JAS-FBG. Było również wielu mniejszych sponsorów i wszystkim serdecznie dziękuję. W najbliższych tygodniach chcę się z nimi spotkać i wręczyć im pamiątkową statuetkę za to, że wsparli naszą ligę.

- Podczas ostatnich zawodów przy zapaśnikach pojawiło się piwo. To zdaje się także umowa sponsorska.

- Dokładnie. Raciborski browar wspomógł nas finansowo, ale także każdy z zawodników przeciwnej drużyny dostał czteropak naszych produktów. Zawsze gdziekolwiek jadę, to rozdaję nasze raciborskie produkty, bo możemy się nimi chwalić. Każdy się może napić, nawet sportowiec, bo nikomu piwo jeszcze nie zaszkodziło. Promujemy nasze wyroby; tak też jest chociażby ze słodkościami z "Mieszka". Częstuję w innych częściach Polski i świata. Wszyscy są zachwyceni, że tak dobre wyroby mamy w Raciborzu.

- Wspominaliśmy o plusach KLZ, a czy są minusy?

- Trzeba się zastanowić nad terminem rozgrywek, żeby nie kolidowały one z przygotowaniami do najważniejszych imprez typu Mistrzostwa Europy czy świata. Ta liga musi być tak wkomponowana w kalendarz, żeby nie kolidowała w przygotowaniach do kluczowych imprez. Zawsze można zrobić coś więcej, żeby ta liga była lepsza. Mam się niebawem spotkać z władzami ligi, żeby dopracować szczegóły i sprawić, żeby ta liga była jeszcze lepsza.

- Nad terminarzem trzeba się dobrze zastanowić tym bardziej, że chodzą słuchy o powiększeniu ligi o kolejne zespoły.

- Są takie deklaracje i dobrze byłoby, gdyby liga została powiększona.

- Jeśli tak, to o ile zespołów?

- Myślę, że maksymalnie o dwa zespoły, tak żeby było ich osiem. Myślę, że chętny będzie Radom. Boję się, żeby nikt z tej szóstki, która startowała w minionym sezonie się nie wykruszyła. Chodzą głosy w kuluarach, że jedna lub dwie drużyny mogą się wycofać, a to nie będzie dobra wiadomość dla KLZ.

- Przyczyną wycofania się mogą być problemy finansowe?

- Dla zapasów kwoty, o których wyżej wspomniałem, to nie są duże pieniądze. Aby ukończyć na podium, wystarczy mieć maksymalnie 200 tysięcy złotych.

- Jak ostatecznie rozwiązała się sprawa walki Berdiyewa w meczu z AZS AWF Warszawa, która zakończyła się bez punktów, a mogła ona dać zwycięstwo Unii Racibórz?

- Zawodnik z warszawskiej drużyny nie zrobił wymaganej wagi, więc walka była na naszą korzyść. Wpisaliśmy do tej walki Szewczuka, który miał być jokerem i w przypadku zwycięstwa, dałby Unii dwa punkty. Ostatecznie wystawiliśmy Berdiyewa do walki, żeby odbyła się ona pod telewizję. Drużyna przeciwna zgłosiła sędziemu Tomaszewskiemu, że nasz zawodnik nie ma licencji. Arbiter widząc, że zawodnik z Warszawy miał nadwagę, a nasz bez licencji, to podjął decyzję, że walka będzie za zero punktów. Następnego dnia sprawdziliśmy, że nasz zawodnik miał wykupioną licencję 23 stycznia, tylko PZZ nieuaktualnił nowej listy licencji. Później wymienialiśmy się pismami; ostatecznie żadna decyzja nie zapadła i zostało przy remisowym wyniku 4:4. Wygrana z Warszawą dalej nam dawała szansę na Mistrzostwo Polski. Dopiero w kolejnym meczu, jak przegraliśmy w Poznaniu, sprawa mistrzostwa praktycznie była rozstrzygnięta. Wracając do sędziego Tomaszewskiego, mógł rozegrać to inaczej. Dopuścić do walki za punkty, a rozstrzygnąć rywalizację dzień później po sprawdzeniu licencji. Niestety, podjął decyzję pochopnie. Tą sytuację można zapisać jako minus KLZ i trzeba to dopracować, aby więcej takich sytuacji nie było. Dla mnie najważniejsze są badania lekarskie, a z licencji w zawodowej lidze bym zrezygnował.

- Porozmawiajmy teraz o funkcji jokera. Jak bardzo poprawia widowisko to, że jeden młodzieżowiec w przypadku zwycięstwa może dać drużynie nie jeden, a dwa punkty?

- Poprawia to widowisko dosyć znacząco, bo mamy w przypadku wygranej element zaskoczenia. Drużyna, która prowadzi jednym punktem po porażce z jokerem, może przegrywać. Zapaśnik, który nie ma ukończonego dwudziestego roku życia może zdobyć dwa cenne punkty. Wtedy mamy trochę "szachów", bo trenerzy dobierają odpowiednich zawodników, aby wygrać mecz. Każda drużyna chce postawić na pewnego jokera, który przyniesie większą zdobycz punktową. W dziesięciu meczach trzy razy joker punktował dla naszego zespołu. Był nim Piotr Duk, Mateusz Zybała i Patryk Ołenczyn. Szczególnie Zybała dał cenne punkty, które przełożyły się na zwycięstwo z Białogardem. Joker dodaje większego widowiska lidze.

- Sporo obcokrajowców pojawiło się na ligowych matach. Jeden z nich, to wspomniany już wcześniej Białorusin Berdiyew. Czy możemy się spodziewać w kolejnym sezonie więcej zapaśników z zagranicy?

- Wszystko zależy od budżetu. Obcokrajowcy dużo nas kosztują.

- Są dużo drożsi od Polaków?

- O wiele, w tym sensie, że my musimy zapłacić za licencję do Europejskiej Federacji CELA. Za Timura Berdiyewa musieliśmy zapłacić 6 tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze koszt przyjazdu, zakwaterowania, wyżywienia i trzeba jeszcze zapłacić wynagrodzenie za walkę. W Timura warto było zainwestować, bo wszystkie swoje walki wygrał i był pewnym zawodnikiem naszej drużyny.

- Wracając do pytania, będzie więcej obcokrajowców?

- Budżet najważniejszy. Jeżeli kluby będzie na to stać, to będą się wspierały zapaśnikami z zewnątrz. Piotrków za dwie Bułgarki zapłacił 18 tysięcy złotych. Wszystko zależy od osiągnięć zawodnika na arenie międzynarodowej. Klub, jeśli będzie się wspierał takimi zawodnikami, to na pewno będzie to maksymalnie jeden lub dwóch. Reszta to wychowankowie i polscy zawodnicy.

- Ile zarabia zapaśnik w KLZ?

- Są to różne kwoty. Nie chciałbym tu dokładnie ujawniać, ale jest to parę tysięcy złotych za całą ligę.

- Pytam, bo chciałem porównać to np. z piłkarzami czy koszykarzami...

- Nie możemy porównywać piłkarzy, koszykarzy czy siatkarzy do zapaśników. To są dużo mniejsze kwoty.

- Jak się pan czuje jako prezes Unii Racibórz? Ta funkcja bardzo skomplikowała życie?

- Trochę skomplikowało, bo mam teraz dwie funkcje. Rano jestem prezesem, późnym popołudniem trenerem. Dużo ułatawia mi to, że mam oddanych pracowników, jak pani Gabrysia czy Grzesiek Frankowski. To są ludzie, którym mogę zaufać i wprowadzili mnie w tajniki zarządzania Unią. Wcześniej byli obecni, gdy prezesem był śp. Grzegorz Pieronkiewicz. Wiele więcej pracy muszę włożyć w to, żeby ten klub stał twardo na nogach. W domu jestem na dwie, trzy godziny i wracam do klubu. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami udźwigniemy ciężar prowadzenia klubu i w kolejnych latach będzie to świetnie funkcjonowało.

- Co trzeba poprawić w klubie?

- Chcemy uciekać z kosztów, jakie nas pożerają. Mamy nieocieplony hotel i z tego tytułu są spore koszty za ogrzewanie. Zastanawiamy się, żeby z węgla przejść na gaz. Chcemy też zainwestować w solary. Tu szukać będziemy oszczędności w tym roku, bo mamy fajną bazę i musimy o nią dbać.

- Czy prezes Wolny ma takie aspiracje, żeby pójść drogą Grzegorza Pieronkiewicza i powalczyć o fotel prezesa w PZZ?

- Póki co o tym nie myślę. Jestem członkiem w PZZ, mimo że nie liczyłem, że tak szybko się to stanie. Nie mam takich aspiracji, żeby być prezesem PZZ. Interesuje mnie przede wszystkim mój klub. W przyszłości się będę zastanawiał. Jeśli za cztery lata nie będzie mocnego kandydata, to będę rozważał opcję wystartowania. Nie ukrywam, że PZZ musi mieć u sterów człowieka, który poprowadzi związek taką drogą, aby liczyć się nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Póki co, jest to odległa sprawa.

- Ale nie wyklucza pan takiej opcji?

- Nic nie wykluczam, bo już teraz nawet były zapytania, czy bym nie wystartował. Teraz najważniejszy dla mnie jest klub, w którym byłem od początku. Chcę, żeby w Unii była atmosfera i wyniki, a prezesowanie związowkowi to jest póki co drugorzędna sprawa. Może pomyślę o tym za dwa lata. To jest przyszłość.

- Czy myśli pan o powrocie do samorządu? Czy znalazłby się na to jeszcze czas, aby być radnym?

- Wydaje mi się, że to już zakończona sprawa, ale podobnie jak w przypadku prezesa PZZ - nie wykluczam. Póki co, jest sporo zawirowań w polityce. Ma być nowa ustawa w wyborach, którą przygotowuje PiS. Czy to będą wybory jednomandatowe czy jeszcze inne? PiS dąży do tego, żeby partie startowały w wyborach, a nie stowarzyszenia. Ja się z żadną partią nie utożsamiam; zawsze startowałem jako niezależny. Owszem, było mi bliżej do jednej lub drugiej partii, ale nigdy nie startowałem z jednej konkretnej.

Ludzie:

Ryszard Wolny

Ryszard Wolny

Samorządowiec, sportowiec.