Poniedziałek, 9 grudnia 2019

imieniny: Leokadii, Wiesławy, Nataszy

RSS

Andrzej Kuśnierz rusza w góry po koronę. Szuka śmiałków, którzy z nim pójdą

09.11.2019 19:00 | 0 komentarzy | ma.w

Redakcję Nowin odwiedził członek raciborskiego PTTK, zachęcający raciborzan i nie tylko do udziału w nowym projekcie Korona Gór Polskich.

Andrzej Kuśnierz rusza w góry po koronę. Szuka śmiałków, którzy z nim pójdą
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Jest pan zapalonym turystą górskim związanym z PTTK Racibórz. Zwrócił się pan do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie nowej akcji miłośników turystyki górskiej. Proszę o niej opowiedzieć.

– Z raciborskim PTTK jest związany od 1983 rok, kiedy miało siedzibę przy placu Wolności. Teraz biuro jest przy ul. Chopina, w pobliżu Muzeum, a ja niezmiennie jestem członkiem. Choć gros czasu poświęcam na turystykę rowerową, to naszło mnie w ostatnich tygodniach, żeby jeszcze trochę pochodzić po rodzimych górach. Zamierzam ponownie zdobywać Koronę Gór Polskich i właśnie z tym pomysłem przyszedłem do Nowin. Chodzi o wyprawy na 28 szczytów podczas 10 wycieczek w przyszłym roku. Dwie z nich będą jednodniówkami, a 8 – wyprawami weekendowymi. Zamierzamy zacząć w styczniu i kontynuować projekt aż do końca wrzesień. Zaczniemy od Łysicy, a najwyższym szczytem zaplanowanym do zdobycia będą Rysy.

– Kto może wziąć udział w tych wyprawach?

– Praktycznie wszyscy chętni. Czy będzie to młodzież, czy rodziny z dziećmi, czy indywidualni turyści, nie ma znaczenia. Zapraszam każdego kto jest zainteresowany zdobywaniem Korony Gór Polskich. Można wybrać się na każdy z wyjazdów, ale można też się włączać w konkretne wyprawy. Może ktoś już realizuje zdobywaniem Korony i potrzebuje kolejnych „zaliczeń”, takie osoby też są mile widziane. Są przecież ludzie, którym brakuje paru szczytów do zdobycia tytułu. 10 października zaplanowaliśmy weryfikację końcową na Zamku Piastowskim. Sala jest już zarezerwowana, prezes PTTK poinformowany i zapowiedział przyjazd.

– Czy starczy miejsc dla wszystkich chętnych? Kiedy zaczynacie?

– Mam już pierwsze zgłoszenia. Dzwoniły na początek osoby z Wodzisławia Śląskiego czy z Pszczyny. Spodziewam się uczestników z różnych stron. Powstanie lista uczestników. Planuję wynajem autokaru na 52 miejsca. Kto się nie zmieści od razu, może trafić na listę rezerwową, bo zdarzają się różne sytuacje losowe i zawsze ktoś może zrezygnować zwalniając miejsce. Pierwsza wyprawa odbędzie się 4 stycznia. Ruszymy albo spod PTTK, albo z PKS-u już o godz. 5.00 – 6.00 rano. Pojedziemy do św. Katarzyny, a potem na Łysicę, która jest najniższa z zaplanowanych gór. Chcę zagospodarować zimowy okres mniejszymi szczytami, żeby te trudniejsze robić w ciągu cieplejszych miesięcy.

– Pójdą z panem doświadczeni turyści górscy, ale czy wytrwają zupełni amatorzy?

– Poziom naszych wypraw trzeba dostosować do umiejętności. Jak rozmawiałem ostatnio ze znajomą to mówiła, że Śnieżka i Babia Góra to szczyt jej możliwości. Ale takie osoby odnajdą się w naszym projekcie. Tempo nie będzie ostre, tylko swobodne. Ja sam jestem ośmiokrotnym zdobywcą KGP i znam świetne te tereny. Wiem gdzie wejść, gdzie zejść, a gdzie podjechać. Chodzę już bez map. Nastawiam się na 9 Koronę, a może później i na 10.

– Mówił pan, że uprawia turystykę rowerową i górską. Kiedy zaczęły się pańskie pasje?

– To był rok 1983. Istniał klub Zyg Zak przy wagonowni na ulicy Kościuszki. Prowadził go pan Hampel, działał też pan Rumpel. Pierwszy raz pojechałem wtedy nad Morskie Oko. Doświadczeni przewodnicy nas prowadzili, wozili i uznałem, że to było bardzo ciekawe. Później poznałem pana Stasia Żółcińskiego i jeździłem z nim rowerem. Do dziś to razem robimy, nie odpuszczamy.

– Osiem razy zdobył pan KGP, a gdzie jeszcze pan się wspina?

– Poza tym, że 8 razy zdobywałem 28 szczytów, to zainteresowałem się ofertą PTT, stowarzyszenia z Bielska-Białej, organizującego wyprawy po Koronę Beskidów: czeskich, słowackich, ukraińskich i polskich. Przejechałem ponad 2000 tys. km samochodem po Ukrainie, żeby dojść do tamtych szczytów i wszystkie zdobyłem. Choć byłem w górach zagranicznych, to uważam, że w Polsce wędruje się najlepiej. Zwłaszcza, że nie ma bariery językowej, a na początku jak się chodzi, to ważne, by mieć się kogo zapytać, poradzić.